,.:'a_patch net zone':.,
To są filmy, które obejrzałem. Większość całkiem niedawno. Wszystkie maksymalnie w ciągu 3 lat. Jak się później okazało, wiele z nich pochodziło z półki z napisem "Film Kultowy". Filmy te za każdym razem zostawiły po sobie małe "coś" w moim umyśle. Z każdego z nich zapamiętałem conajmniej jedną scenkę, która zrobiła na mnie wrażenie, albo sposobem wykonania, albo aktorstwem, albo kontekstem, albo czymkolwiek innym co jednak miało dla mnie jakieś znaczenie.
 
"Reservoir Dogs" - Quentin stworzył film, który w niedługim czasie spowodował lawinę podobnych filmów. Dziwna kamera, dziwne dialogi, dziwne sytuacje, dziwne postacie. Gangsterzy i scenka z napiwkiem.
"Pulp Fiction" - Klasyka kina "zakręconego". Scenki: ze strzykawką, "Zedd's dead, baby", jesień średniowiecza, rabbit twist i Vincent jadący samochodem... że nie wspomnę o podkładzie muzycznym...
"Four Rooms" - trudno zrecenzować coś, co z założenia trudne jest do zrecenzowania. Ten zlepek różnych scenek (czterech różnych scenek) ma tylko jede wspólny motyw - lokaja. Ale czy aby na pewno? Któreśtam z kolei obejrzenie tegoż filmu pozwoli nam dostrzec parę ciekawych wątków. Np. Telefon w drugim pokoju wykonany przez dziewczynkę z pokoju trzeciego :)
"Traffic" - Benicio Del Toro człowiek, który pzewija się przez większość dobryh filmów (Snatch, Las Vegas Parano, The Usual Suspects) po raz kolejny pokazał klasę. Gliniarz ze skrupułami...
"Las Vegas Parano" - film o drugach w każdej możliwej postaci. Jeden wielki film ponarkotykowy. Godny polecenia chociażby z powodu Benicia, ale też i przepięknego ogona krokodylowego z którym obudził sie Johny :) (Co też ci ludzie mają w bagażnikach...)
"The Usual Suspections" - kolejny rewelacyjnie zakręcony film. Prawie do końca nie wiadomo kim jest Sozze, a gdy już się dowiadujemy - szczęki opadają... uwielbiam niespodzianki :)
"Trainspotting" - już dawno polubiłem kino związane z narkotykami. Zaczęło się w sumie od książek. Nawet tak drętwa rola jak Kasi K. w "Nocnym Graffiti" zaciekawiła mnie. Prawdziwe życie ćpunków - "ustabilizowane dawanie w żyłę" (A. Kałuszko - Machina), przeplatane abstrakcyjnymi wizjami ludzi będąych pod wpływem.
"Snatch" - zacznę od niego, choć film kolejny byl wydany na świat jako pierwszy. Oglądałem go z wilkim entuzjazmem i jak zwykle się nie zawiodłem. Bratt zrobił na mnie wrażenie, zresztą chłopak ma szczęście grać w wielu fajnych filmach. Na co warto zwrócić uwagę? Oczywiście na język. Odpada oglądanie z dubbingiem.
"Lock, Stock and Two Smoking Barrels" - Guy Ritchie zapoczątkował tym filmem przepiękny dwupak, z czego Snatch, to jedna wielka zaplanowana akcja, a Lock... to jeden wielki zbieg okoliczności. Guy ma łeb na karku, skoro potrafi kręcić tak rewelacyjne filmy. I wiecie co? Obsada aktorska jest po prostu cudowna, a co najważniejsze prawie każdy film z tymi aktorami to hit :)
"The Boondock Saints" - fajny sposób na "posprzątanie" niegodziwości na świecie. Bardzo mi przypadł do gustu. Film nakręcony w iście snatchowym klimacie. Bardzo smaczny kąsek.
"Memento" - film, który złamał parę zasad rządzących kinem, w tym najważniejszą: film powinien lecieć od początku do końca. Człowiek z 1 dniową pamięcią, zgwałcona dziewczyna, tatuaże... zakończenie które zabija, a może raczej początek?
"Irreversible" - ciąg zdażeń podobny jak w Memento: gwałt, zemsta, scenki lecące od końca. Jednak tu Francuzi dorzucili małą szczyptę kontrowersji. Gwałt na dziewczynie nie jest "dokumentalnym przedstawieniem gwałty analnego" jak w niektórych recenzjach można przeczytać, ale budzi emocje. Jakie? to już zależy od osobnika który ją ogląda. Mnie jednak o wiele bardziej poruszyła scenka pierwsza - zemsta.
"Delicatessen" - kolejne wspaniałe francuskie kino. Niech sam motyw zjadania ludzi posłuży za recenzję :) Czarny humor na baaaardzo wysokim poziomie.
"Requiem For A Dream" - bardzo ciężkie kino. Pod względem wagowym stawiam go obok Irreversible. Można załapać doła i to nie z powodu samego filmu, ale z tego, że ja i ty też mogliśmy tak skończyć. Film o narkotykach i o tym dlaczego nie należy ich brać. Do czego doprowadzić może nałóg... no no...
"Pi" - istnieje podobno zależność świata isntniejącego od liczb. Istnieje również podobno możliwość przedstawienia wszystkiego za pomocą równania. Jednak na pewno istnieje "coś" co pozwala zrozumieć sens istnienia świata. W "Pi" jest to liczba. W życiu jest to śmierć... Darren Aronofsky dwa klimatyczne filmy: Pi i Requiem...
"Stealing Beauty" - kolejny "pierwszy z serii". Tym razem pierwszy, który poruszył moje instynkty romanyczne. Pierwsze scenki już spowodowały dreszcze: Lucy (Liv Tyler) siedzi w pociągu; jej biała skarpeka jest lekko zsunięta, a w kąciku ust zebrała jej się ślina... słodziutkie.
"American Beauty" - film o marzeniach, wyobraźni i fantazjach. Wynik niezwykle tragiczny. Muzyka wprost cudowna, zdjęcia nieziemskie... "To jest na prawdę piękny (głaz) film"
"Dead Man" - film z kat. artystyczny. klimat XIXw. usa-landii. Indianie i poezja amerykańska. Johny Deep dostal wielkiego plusa, za to co zrobił z moim mózgiem. Bardzo trudny w interpretacji film.
"Amelia" - to, że kino europejskie bije na łeb wszelkie hollyłudzkie produkcje, jest oczywiste. To jednak, że kino Francuskie jest najlepsze w Europie wiedzą nieliczni, albo raczej nieliczni się ze mną zgodzą. Amelia jest piękna i... i... inna :) Romantyczka z wielką wyobraźnią. Bardzo pozytywny film.
"Chocolat" - to jest dopiero słodki film :) Co z sobą niesie? Stare prasłowiańskie prawdy: "nigdy nie dawaj się otoczeniu" oraz "przez żołądek do serducha"
"Leon" - każdy z nas ma dosyć braku sprawiedliwości na świecie i morodowania bez zasad. Ja osobiście tęsknię za czasami gdy istniało rycerstwo z zasadami. Leon to mój ideał mordercy. Człowiek, który "sprząta" dla dobra ludzkości. Oczywiście nie człowiek taki nie może mieć za dobrze na tym świecie, gdyż było by to zbyt piękne, więc ginie... Wielkie brawa dla Luca Besson.
"Ghost Dog" - jak powyżej mamy mordercę z zasadami. Jak powyżej mamy nisprawiedliwość świata podaną jak na tacy. Jak powyżej nasz bohater umiera... pierwwzór przenika na wskroś, ale dodano pewną piekną rzecz... muzykę.
"Nikita" - cyzby Leon w spódnicy? E-e :) też biega w spodniach, choć w spódnicy wygląda piękniej. Jednak tu widzimy jak Nikita zostala nikitą. Reż. of course Luc Besson :)
"Ronin" - a co ma zrobić morderca, któremu zabili wasala? Zostaje wygnańcem i podejmuje się najbardziej nawet niewdzięcznych prac... Jean Reno i Robert de Niro - piękny duet, ale film pozostawia pewien niedosyt. Jak to amerykańskie kino...
"Heat" - i znowu powiedzenie: "co za duzo to i krowa nie zje" sprawdziło się. De Niro i Pacino. Dwóch wspaniałych aktorów, dwie wspaniałe osobowości. Film średnia półka. Przesłanie: "dobro zawsze wygrywa".
"Doberman" - i to samo co wyżej, ale w Francuskim wykonaniu. I co? Nie miałem racji? Monica Belluci zagrała na piątke z plusem. I ten granat w chełmie i te pościgi po uliczkach...
"Fight Club" - Brada Pitta zawsze lubiłem. Ten film tylkopotwierdził moje domysły na jego temat. Jest rewelacyjnym aktorem (wara homofobi). Film również z gatunku "mam w sobie coś"
"Seven" - grzech ludzki może przyjmować różne postacie, ale i tak każdy od niego stroni. Kolekcjonerzy dążą do zdobycia kolekcji, której nie będzie miał nikt inny. Tu mamy klkcjonera grzechów.
"American Story X" - występuje tu ten sam człowiek co w Fight Club - Edward Norton. Ten człowiek ma potencjał. W tym filmie to pokazał. Zagrał w sumie dwie oddzielne role, dwóch oddzielnych i różniących sie nie tylko poglądami ludzi. Dla mnie bomba :)
"Blade Runner" - zobaczyłem industrialowe pudełko od gry o tym samym tytule. Postanwiłem zobaczyć, co ona sobą przedstawia. To co zobaczyłem przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Przeżywałem, śmiałem się, bałem się, a nawet zakręciła się w moim oku łza, jak mój virtualny pies został zabity. Nigdy więcej żadna gra nie wywołała u mnie takich emocji.
"Matrix" - ekhm... efekty^3 ale i tak filmik zrobił wrażenie. Wizja przyszłości i władza maszyn nad ludźmi. Pomysł nowy (?), choć mam dziwne przeczucie, że już wielokrotnie wałkowany na łamach powieści SF.
"Matrix Reloaded" - Czy warto iść na ten pokaz efektów specjalnych? Tak, pod warunkiem, że będzie się szło właśnie na taki pokaz. Jeżeli ktoś nastawia się na kolejną dawkę dającego po zwojach mózgowych i każącego pożądnie zastanowić się nad ludzką egzystencją thilera, to się zawiedzie. No i co tam robi Monica Belluci?
"Matrix Revolutions" - Część trzecia i miejmy nadzieję ostatnia. Bracia Wachowscy sami się pogubili w tym co stworzyli. Ogólnie efekty dalej fajne, ale to nie jest film, to pokazówka. Gupia próba zapętlenia wszystkiego ech.. szkoda słów.
"Animatrix" - składający się z wielu krótkich animowanych filmików prolog do Matrixów. Chociaż nie, nie jest to prolog, to scenki, które odbyły się tak jakby obok wątka Neo i Morpheusa. Najbardziej podobał mi się motyw z nawiedzonym domem.
"Ghost In The Shell" - lubie bardzo mangę, a polubiłem ją jeszcze bardziej, jak okazało się, że za jej pomocą można przedstawić historię z wielkim przesłaniem. Film powstał przed Matrixem, a jednak przekaz podobny. Maszyna, program chcący zapanować nad światem. W tle miłość.
"Braveheart" - ...i kocham cię jak Scottlandie ;) Te kobzy, te piwsko, te kilty. Brak majtek pobudza moją wyobraźnię ;) Film pompatyczny, Mel jak zwykle rewelacyjny. Mały bug - koń. Skoro wydali już tyle kasy na film, to mogli pozwolić sobie na wypchanie prawdziwego konia, ew. mogli pominąć tę scenkę.
"Highlander" - seria która, pewnie będzie powstawała w nieskończoność (sarkazm, dla niewtajemniczonych ;) Nie będę się rozdrabniał, ale pomijając pojedyńcze scenki z pozostałych części, część pierwsza stanowi klu serialu (sarkazm po raz drugi) Juan Sanchez Rodrigez Ramirez szkot po końce jego Connerowskich wąsów. I like it!
"The Fifth Element" - dla Milli Jovovich as Leeloo, jej płomienno-pomarańczowych włosów i zielonych oczek. Reżyserem jest sam Luc Besson ! Co by tu jeszcze... acha! Leeloo jest słodka ;)
"The Big Blue" - to tak a propo Luca Besson. On z Jeanem Reno chyba są wielkimi przyjaciółmi. Reno as Enzo nurek o przeroście ambicji. Film z serii: "jeszcze nikt nie nakręcił nic podobnego".
"Transporter" - ...i jeszcze jeden i jeszcze raz... Luc Besson po raz enty. Ale znowu film na miarę. Mimo, że akcja goni akcję, jednak jest w tym coś europejskiego, czyli kino nietuzinkowe :)
"Minority Report" - nie lubie Stefana. Nie bedę się z tym krył. Nagrywa wieeeelkie dzieła za wieeeelkie pieniądze, które zawsze muszą byc hitami. Hoolywoodzka produkcja. Jednak Report jest fajnie nakręcony i ma to coś, co Matrix. Mimo efekciarstwa stawiam na półce z kinem ambitnym.
"Go" - ostatnio w modzie jest tworzenie filmów składających się ze scenek mających jakiś wspólny motyw. IMO zapoczątkował to Tarantino. Tak i w tym filmie w całkiem sprawny sposób (może odrobinę za "oczywisty") opowiedziano historię trójki młodych ludzi i jednej nocy.
"Bourne Identity" - kolejny film reżysera filmu "Go" Doug'a Liman'a. Spodobał mi się, gdyż od zawsze podobały mi się powieści o superagentach. Film o dziwo całkiem sprawnie nakręcony jak na akcję. Ale... za słodko jak na mój gust, Damon powinien zginąć na końcu ;)
"Conspiracy Theory" - aż zacząłem się oglądać za siebie po tym filmie. Film pobudzający nasze manie prześladowcze. I kto ma rację? Czy my ludzie normalni chodzący po ulicach miast, zdążający do pracy by później powrócić do domów, czy schozofrenicy, którzy boją się wyjrzeć dalej niż za próg swojego mieszkania?
"People vs. Larry Flynth" - i co my tu mamy? Ano mamy cudowną klasyczna amerykańską cenzurę. W dobie gdy w naszym kochanym kraju powstaja gazetki klasy "Wamp", w stanach sa problemy z pokazaniem "Hustlera" (który notabene to chillout).
"Natural Born Killers" - ku chwale morderców !!! Łączy w sobie elementy schizmatycznego fimu kwasowego z krwawym kryminałem. Dużo fajnych ujęć, odrobina symboliki, ogólnie bardzo klimatyczny film kultowy.
"Neverending Story" - pierwszy, który okropnie pobudził moją wyobraźnię. Smok Falcon zaś stał się moim najlepszym wyimaginowanym przyjacielem. Badzo mocno utożsamiałem się z Bastianem, tak mocno, że jak coś mu nie wychodziło, to ryczałem jak bóbr. cesarzowa również budziła we mnie emocje, lecz zgoła odmienne. Obejrzałem go po raz kolejny całkiem niedawno, ale juz nie budzil we mnie takich emocji... Człowiek się zestarzał, to i świat dziecięcy przestał go fascynować. Jednak jak słyszę Limahla to nadal coś we mnie sie porusza ;) Dwójka już mnie tak nie poruszyła. Była tendencyjna.
"Mermaids" - mała Winona wywołała u mnie instynkt ojcowski, a kawauek "siurap, siurap" do dziś mnie bawi :) Lekko ciężki film o niczym :) ale miło go wspominam :))
"Sirens" - Ten filmik mowiacy o ludzkich pokusach i o ludzkich słabostkach (czyli o każdym normalnym człowieku) połozyłbym na półce obok Stealing Beauty. Ta sama sielankowa oprawa scenograficzna. Chciałbym mieszkać w Australii...
"Witches Of Eastwick" - czarownice i szatan :) moje ulubione postacie filmowe. Jack Nicholson rozbawił mnie do łez :) Dziewczyny też, zwłaszcza lataniem za pomocą śmiechu :)
"Dancer In The Dark" - Bjork bardzo ciężka w słuchaniu, okazała się równie ciężka w oglądaniu. Nie dziwię się, że dostała statuetkę. Sam film jest na prawdę ciężki i dołujący, ale wart obejżenia i niezapomnienia. Powód, dla którego jest on taki ciężki? Prosty: Lars von Tier.
"Breaking The Waves" - kolejny obraz ciężkiego w oglądaniu Larsa. Kobieta oddająca swe życie, honor i siły dla mężczyzny. Na ziemi dziwką - w Niebie królową. Lars uwielbia drażnić nasze odczucia. Wspaniały człowiek. Widziałem jego biografię "Transformer" również godna prawdziwego smakosza.
"Lovers of the Arctic Circle" - kolejna opowieść o kolejnej miłości, a jednak sposób opowiedzenia tej historii, a zwłaszcza jej finał daje odrobinke do myślenia nad sprawiedliwością losu. I piękne rejony...
"Rejs" - do tej klasyki polskiego kina przekonywałem sie bardzo długo. Dziś znam prawie każdą scenkę z tego filmu. Wniosek? Do niektórych filmów trzeba po prostu dorosnąć ;)
"Seksmisja" - ten film zapoczątkował u mnie serię filmów, które można oglądać w nieskończoność. Tak jak dwa powyższe i parę poniższych. Mało tego... za każdym razem oglądam go conajmniej z uśmiechem na twarzy, a prawie zawsze ryczę ze śmiechu. Kiedyś sam Jerzy powiedział, że jak ma zły chumor, to puszcza sobie "Seksmisję" i od razu mu się polepsza :)
"Kingsajz" - pan Machulski to dla mnie po prostu geniusz kina... Mało kto może się pochwalić tym, że każde jego dzieło jest hitem nad hitami i automatycznie uzyskuje miano filmu kultowego. Kingsajz... małe jest czasami piękne ;)
"Vabank" - jak się okazało p. Machulski jest też całkiem niezłym aktorem :) Kolejna klasyka, tym razem kina gangsterskiego. Nagrana z wielka pompą jak na polskie warunki i jedyna w swej klasie...
"Miś" - kolejny mistrz polskiej komedii p. Bareja i jego dzieła. Pierwszy, król polskiej komedii, film o zwierzątkach. Misie rządzą. W sopocie pojawił się pub "Miś" utrzymany w konwencji PeeReLowskiej. Polecam z całego serca!!!
"Wniebowzieci" - no i oczywiscie panowie Kondratiuk. Maklakiewicz i Himilsbach tym razem w samolocie :) Pamiętna scenka z "kolegą z wojska" Ech... marzenia są okropne :)
"Hydrozagadka" - ten film oglądałem baaardzo dawno temu, a jednak pamiętałem coniektóre scenki. Odświerzyłem sobie pamięć i okazało się, że kolejna klasyka :) Uwielbiam ten film... Oskara dla panów Kodriatuków!!!
"The Wall" - podwalina mojego zamiłowania do filmów kultowych. Film, który szarpnął w mej duszy strunę odpowiedzialną za bunt przeciw wszystkim i wszystkiemu. Muzyka Pink Floydów dokonała reszty... mój światopogląd uległ przekształceniom.
"Heavy Metal" - od zawsze lubiłem kreskówki i filmy animowane. Zaś od tego filmu polubiłem fabułę opowiedzianą w animowany sposób. Po tejże projekcji oglądałem dopiero "Ghot in the shell".
"Final Fantasy" - grafika komputerowa, która powala swą dokładnościa. Zresztą kultowa gra FF również zabijała grafiką conajmniej trailerów. Linkin Park są chyba również zafascynowani tym filmem - teledysk do "Points Of Authority"
"Cube" - pomysł chory, wykonanie również, całość bardzo intrygująca. Film zrobił na mnie wrażenie, zwłaszcza sposobami zabijania ludzi. Część druga, to groteska. Cube nie należy do filmów, które mogłyby mieć jakąkolwiek kontynuację. I nie chodzi tu o experymenty rządowe, lecz o ludzką psychikę.
"Das Eksperiment" - znów ludzka psychika w warunkach zamknięcia. Film oparty na faktach. Ludzie są po prostu okropni. To już nawet nie zwierzęta, to maszyny do zbijania. 7 dni, a co władza robi z ludzi...
"Last Temptation Of Christ" - reżyser (mój imiennik) stworzył film na podstawie powieści Nikosa Kazantakisa. Film kontrowersyjny, ale stawiający jedno zasadnicze pytanie: "Czy Biblia mówi prawdę?" Podobno istnieje piąta ewangelia, która jest zupełnie inna niż cztery pozostałe.
"Y tu mama Tambien" - "I twoją matkę też" zebrało wiele pozytywnych recenzji. Jednak nauczony niewierzeniem w nic, co nie uświadczone na własnej osobie, polazłem do kina na tenże film. Nie zawiodłem się. Już dawno nie widziałem w tak normalny sposób pokazanego seksu. Albo gwałty, albo porno... Pikenterii całej zabawie daje jedna z ostatnich scenek. No i klimat Meksyku... chyba nie chciałbym tam pojechać.
"Le Peuple Migrateur" - więc tak... scenki są nieziemskie, sposób nakręcenia rewelacyjny, podkład muzyczny po prostu bomba, ale ile można patrzeć na latające kaczki? Nie jest to ani dokument, bo nie pokazują tu ani jak ptaki żyją na codzień, ani co jedzą, ani co je zjada, ani jak się rozmnażają. Nie jest to film fabularny, bo nie ma żadnej fabuły. Te ptaki na serio przez 2 bite godziny lecą tam i z powrotem...
"Katedra" - film, na który nie mogłem się doczekać. Szukanie nie zniechęcało mnie. W koncu go zdobyłem! Obejrzałem! i przez 10 min siedziałem, gdyż pod tak wielkim wrażeniem byłem. Tomek zrobił dzieło sztuki. To że oskara zdobyła produkcja Sony'ego pozostawię bez komentarza.
"Chubbchubbs" - oto ta właśnie produkcja. Nie powiem, ubawiłem się po pachy :), aaaaale... jednak stawiałbym na "Katedrę" i to nie z powodów nacjonalistycznych.
"28 days later" - od zawsze bardziej przerażali mnie ludzi i to co mogą zrobić, niż wszelkiego rodzaju duchy, stwory i alieny. Dlaczego? Ano dla tego, że ludzie istnieją i spotykam się z nimi na codzień, a stworka żadnego nie uświadczyłem (nie licząc Stvorków). Trochę patetycznie i amerykańsko nakręcony, ale scenki z totalnie pustego Londynu zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.
"Blair Witch Project" - obejżałem i nawet się bałem :) Biorąc pod uwagę, że to byl horror, to chyba dobrze :) Obejrzałem również część drugą, aaaaale okazała się totalną shitUSA-production (kupiastą amerykańską produkcją). Czarno-białe zdjęcia i to robione amatorskimi kamerkami stworyły odpowiedni klimat i mimo, że nie było żadnych drastycznych scen, to jednak dreszcz strachu łaził mi po plecach.
"Apocalypse Now" - wojna w wietnamie, albo raczej po wojnie w wietnamie... Człowiek uznający sią za Boga, drugi czlowiek uznający się za człowieka... odiweczna wojna dobra ze złem... ale film robi naprawdę wielkie wrażenie. Sceny, muzyka, klimat... no i Marlon Brando
"Platoon" - wojna w wietnamie po raz drugi. Wiliam jest boski. Uwielbiam tego aktora. Film nagrany rewelacyjnie, odrobinę antyamerykańsko i za to wielki plus :)
"101 Reykjavik" - to film dziwny, bo należący do rodzaju "zwyczajnych". Nie ma efektów, nie ma zagadek, nie ma strzelanin, ani pościgów. Jest za to Hlynur (rewelacyjne imię :) który staje się ojcem samego siebie...
"Bruce Almighty" - Kolejna komedia z Jim'im Carrey'em. Czy śmieszna? Myslę, że tak, ale do hitu odrobinka mu brakuje. Mam pewien nieosyt związny z ilością cudów, które uczynił :) Ale "I got the power" pozostanie w moim słowniku :) Chciałem dopisać wszystkie filmy Carrey'a, ale mi się odechciało :) Sporo tego było, a nie ma sensu wymieniać wszystkiego. Jaki Jimmi jest każdy wie
"Butterfly effect" - jest to jeden z najlepszych filmów ostatnich lat. Świerzy, nagrany z głową (uczcie się bracia W. !!!), wszystko do siebie pasuje, a jednak film zaskakuje (wcale nie czuję, że mi się rymuje). I ta wizja !!! Boże co ja bym dał by móc pozamieniać parę rzeczy w swym życiu...
"May" - Taaa... nie będę ukrywał, że filmy ostatnich lat starają się wywrzeć wrażenie już nie sztuką reżyserską, czy aktorską, a krwią, sexem i kontrowersjami. Aż do wyżygania. Świetlistym tego przykładem jest tenże film... Progpis wie o czym piszę, w końcu był na festiwalu filmowym w Cieszynie.
"Tripples of Belleville" - kolejna dawka francuskiego humoru w animowanym wydaniu. Bardzo ciekawa kreska i równie ciekawy film. Pies jest nieziemski, zaś sam wygląd kolarza powoduje spazmy śmiechu. Gorąco polecam !!!
"Meet Joe Black" - dawno tego filmu nie widziałem, ale ostatnio sobie o nimprzypomniałem. Jest jedna scenka z tego filmu, która krążyła po necie jako prawdziwa historia wypadku, ale ie to było najważniejsze w tym filmie. Trzyma on w napięciu, a nawet czasami wkurza swoim zakręceniem.
"Shrek" i "Shrek2" - co by nie pisać i tak każdy wie o czym te baśnie są :) Mnie najbardziej ubawiło jednak to, że Stuhr z Maksia awansował na Osła. Oczywista było jeszcze parę fajnych scen, a jakże. Z jedynki: "ty mnie nie naciskaj, bo się w sobie zamknę", albo "ja myślę, że ten ostrokrzw, to żeby się od kogoś odgrodzić !", albo "niech mnie ktoś przytuli". Z dwójki: "pij mleko", albo "kłaczek" no i cudowny głos siostry Kopciuszka.
"Finding Nemo" - już od pewnego czasu oglądanie bajek przestało być domeną bachorów. Do współczesnych animowanek trzeba dorosnąć. O czym to ja pisałem.. acha Nemo. Dori jest boska i niebieska, zaś koleś od "bubbels bubbels" mnie rozbraja. No i mewowe "may" hehe.
"Ice Age" - Jest to bezsprzecznie najlepsza rola Czarusia. Zaś szyszunia to dla mnie szczyt kunsztu aktorskiego :) Uwielbiam bajki.
"Pirates of the Caribbean" - Johny Deep... mówiłem kiedyś, że go uwielbiam? kłamałem ja go ubóstwiam... szlag by to, dlaczego ja nie jestem kobietą ? W każdym bądź razie rola pierwszorzędna, choć film kat. II.
"Komiksowo" - chciałbym tu wsadzić nie jeden film, a całą serię, która ostatnio odnosi wielkie sukcesy marketingowe. Chodzi o ekranizacje komiksów, których notabene zawsze byłem fanem. Bo to jes tak, że jak człowiek ma dosyć rzeczywistości stara się jej unikać. Dlatego je lubię, choć są z natury przewidywalne, a mieszczą się tu: "Van Helsing", "Spiderman", "Hulk", "X-men", "The league of extraordinary Gentlemen", "Spawn", "Punisher", "Hell Boy" i inne.
"Clerks" - zaś tu umieszczam serię z aktorami, którzy stworzyli całkiem pokaźną filmografię :) Między nimi Jay i Bob. Oczywiście optymalne byłoby opisnie ażdego z osobna i zapewne kiedys to uczynię, ale na razie tyle musi wystarczyć. Ile ja się ubawiłem... a ile egzystencjonalnych przesłań odebrałem... a ile ciekwaostek z życia świętych... Damon i Affleck dzięki tym filmom zyskali wiele w moich oczach :) Oto te filmy: "Clerks", "Mallrats", "Chasing Amy", "Jay and Silent Bob strike back" i "Dogma".
"Calendar Girls" - Co do przepieknych pań... eee no ten tego, każda pani w końcu jes piękna :) W każdym razie film ten jako jeden z nielicznych doprowadził mnie do płaczu. Zapewniam niewtajemniczonych, że to były łzy smiechu, a łzy zpowodowane widokiem nagich ciał kobiet conajmniej dojrzałych.
"Something's gotta give" - podobno amerykański Dzień Świra. Kłuciłbym się straszebnie. Chyba, że chodzi o bardzo głęboki podtekst socjologiczno-psychologiczny. Znaczy się upierdliwość wieku starczego i niemożność poradzenia sobie z problemami dnia codziennego. Na prawdę zaczynam się bać starości...
"Noi Albinoi" -
"Sin City" -
"Kontroll" -
"Kingdom Of Heaven" -
- top -
EN - PL
w sieci od 2002
POWERED BY PUBLICONS.DE